maseczka do twarzy

W „internetach” często spotykamy ostrzegawcze hasło: „chemia w kosmetykach”. Której to chemii należy oczywiście unikać. Czy to w ogóle jest możliwe? I słusznie boimy się „chemii w kosmetykach”? Jak wygląda kwestia substancji chemicznych w kosmetykach i „chemii w przemyśle kosmetycznym?” Na te inne pytania odpowiedzi znajdują się w poniższym artykule.

Cały świat, w tym człowiek, jego ciało, skóra, włosy, drzewa i kwiaty wokół nas, a także samochód, którym jedziemy na weekend – składają się z substancji chemicznych. Część z nich to naturalne substancje chemiczne, takie jak metal w aucie, kolagen w ludzkiej skórze lub witamina C w cytrynie. Niektóre substancje chemiczne są syntetyczne – wytwarzane w laboratoriach i fabrykach. Mogą to być na przykład siloksany (składniki kondycjonujące w odżywkach do włosów), mirystynian izopropylu, czy skwalan (i inne syntetyczne woski – emolienty, które nawilżają i natłuszczają skórę) albo witamina C. Identyczna, jak ta naturalna.

Mówimy, że są to syntetyczne substancje chemiczne. Ale jedne i drugie – naturalne i syntetyczne, to chemikalia, substancje chemiczne. W produktach kosmetycznych znajdziemy zarówno te pierwsze, czyli naturalne substancje chemiczne jak i te drugie, czyli syntetyczne substancje chemiczne w kosmetykach.

Czy substancje naturalne są bardziej bezpieczne, niż syntetyczne?

Nie. Bezpieczeństwo i skuteczność substancji chemicznej nie zależy od jej pochodzenia, ale od budowy chemicznej, a tym samym sposobu odziaływania ze strukturami organizmu – skórą, receptorami w i na powierzchni komórek.

Czy naturalna witamina C jest lepsza i bardziej skuteczna, niż syntetyczna? Nie, to jest ta sama substancja, o tym samym działaniu. Oczywiście, gdy występuje w towarzystwie innych substancji może się np. lepiej lub gorzej wchłaniać. Ale samo działanie substancji – mechanizm i siła działania – są takie same.

Zarówno wśród substancji naturalnych, jak i syntetycznych znajdziemy trucizny i substancje bezpieczne. Jak powiedział kiedyś Paracelsus, uznawany za ojca toksykologii: Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę. Na tej pozornie prostej zasadzie oparta jest cała współczesna toksykologia, a więc nauka, dzięki której umiemy zapewnić bezpieczeństwo substancji chemicznych dla człowieka i środowiska.

Substancja chemiczna jest jak lew – narażenie powoduje ryzyko

Zatem kiedy substancja jest niebezpieczna? I skąd wiemy, że jest bezpieczna? Aby to zrozumieć, warto wyjaśnić różnicę, między zagrożeniem, a ryzykiem.

Toksykolodzy chętnie ilustrują tę zasadę na przykładzie lwa. To tylko z pozoru odległy od kosmetyków przykład. Lew sam z siebie, jako zwierzę, jest potencjalnie niebezpieczny. Ma kły i pazury, może zabić człowieka. Ale czy lew stanowi dla nas realne ryzyko? Czy może nam faktycznie zaszkodzić? To zależy, czy będziemy mieli z nimi bezpośredni kontakt – tj. czy będziemy narażeni na kontakt z lwem. Jeśli lew jest na innym kontynencie, albo w klatce – nie ma narażenia. A więc nie ma ryzyka. Mimo, że właściwości lwa pozostają takie same.

Z substancjami chemicznymi jest trochę jak z lwem. Bezpieczeństwo zależy od stopnia kontaktu z substancją – czyli od ilości (tzw. dawki) oraz  sposobu stosowania (smarujemy, czy wdychamy, spłukujemy, czy nie). W toksykologii, stopień kontaktu z substancją nazywamy narażeniem. Substancja może być bardzo niebezpieczna, na przykład rakotwórcza, ale jej działanie może zależeć od drogi narażenia – sposobu stosowania. Na przykład azbest – jest szkodliwy tylko gdy wdychamy jego pyły. Nie jest szkodliwy w kontakcie ze skórą. Podobne alkohol etylowy – ma właściwości reprotoksyczne, jest też rakotwórczy – ale tylko przy chronicznym nadużyciu drogą pokarmową. Zastosowany na powierzchni skóry – szybko z niej odparowuje i nie wykazuje szkodliwego działania.

Wśród substancji naturalnych jest wiele silnie toksycznych (szkodliwych). Wśród najsilniejszych trucizn, wiele to substancje naturalne. Jedną z najsilniejszych trucizn jest naturalna toksyna botulinowa, która powstaje w zepsutym mięsie. Zaledwie 0,000000001 g tej substancji w przeliczeniu na 1 kg masy ciała – zabija połowę populacji. Tak wykazały badania, które historycznie, dawno temu zostały przeprowadzone na zwierzętach.

Wysoce szkodliwa jest również kofeina, w przypadku której dawka śmiertelna wynosi 0,192 g/kg masy ciała. Ale czy to znaczy, że nie wolno nam pić naturalnej kawy? Nie. Możemy pić kawę bezpiecznie. Aby wystąpiły szkodliwe skutki, musielibyśmy pić co najmniej kilkadziesiąt filiżanek kawy dziennie. Nikt nie da rady tyle wypić. Dawkę, która zabija 50% statystycznej populacji wyznaczono również dla czystej wody – jest to 90 g/kg masy ciała.

Podsumowując – naturalna chemia także może być „straszna”. Czysta woda może zabić, zaś alkohol etylowy jest rakotwórczy, mutagenny i działa szkodliwie na rozrodczość! Wiele naturalnych substancji, które otaczają nas każdego dnia – truje i zabija, jeśli jest stosowana niewłaściwie, w zbyt dużej ilości lub w niewłaściwy sposób. Używane w bezpiecznych ilościach – są bezpieczne – bo szkodliwość zależy od dawki. Jeśli zjemy truskawkę – jest zdrowa, jeśli zjemy 2 kilogramy – możemy dostać rozstroju żołądka!

Dziedziną nauki, która łączy oceną właściwości toksycznych substancji z oceną dawki i narażenia na substancje jest ocena ryzyka substancji chemicznych. Nauka ta pozwala ocenić, w jakich warunkach substancja jest bezpieczna i czy niezbędne są jakieś ograniczenia stosowania. Te ograniczenia to tak zwane środki zarządzania ryzykiem. Wspominana wcześniej „chemia w kosmetykach” i substancje chemiczne w kosmetykach są szczegółowo oceniane pod względem ich właściwości i sposobu stosowania, aby nie stanowiły ryzyka dla zdrowia i życia człowieka.

„Chemia w kosmetykach” – bezpieczeństwo szczegółowo ocenione

A jak ocena ryzyka ma się do „chemii w kosmetykach” i substancji chemicznych w kosmetykach? Wszystkie składniki kosmetyków, naturalne i syntetyczne, poddawane są szczegółowej ocenie toksykologicznej. Analizowane są wszystkie dane liczbowe (toksyczność ostra, przewlekła, lokalna, ogólnoustrojowa, rakotwórczość…, ale również jakość i wiarygodność wykonania badań.

Do tego uwzględnia się, ile danej substancji ma być zastosowane w kosmetyku, w jaki sposób i jak często stosowany jest produkt. To jest ocena narażenia na substancje – składniki kosmetyków. Jak z lwem – sprawdzamy, w jakim stopniu jesteśmy narażeni na kontakt z substancją.

Następnie dla każdego składnika wyznacza się specjalne współczynniki bezpieczeństwa (tak tak, bezpieczeństwo można policzyć!). To tak zwane marginesy bezpieczeństwa. To jest etap oceny ryzyka. Jeśli wyliczone wartości są niższe, niż wymagane – weryfikuje się skład produktu. Być może niektóre substancje zostały użyte w zbyt wysokim stężeniu, albo produkt powinien być stosowany rzadziej? Dlatego niektóre substancje możemy stosować bez ograniczeń, niektóre muszą być zakazane, niektóre są ograniczone prawem, które precyzyjnie wskazuje, w jaki sposób można je stosować. Wszelkie substancje chemiczne znajdujące się w kosmetykach są zatem bezpieczne i dokładnie przebadane, w przeciwnym razie dany kosmetyk musiałby zostać wycofany z obrotu.

Ocena ryzyka składników to podstawowy i główny element oceny bezpieczeństwa kosmetyków. To ważna część całego systemu zapewnienia bezpieczeństwa produktów kosmetycznych w UE. Cała „chemia w kosmetykach” – ta naturalna i ta syntetyczna podlega tej samej ocenie ryzyka, czyli ocenie bezpieczeństwa. W ocenie bezpieczeństwa gotowego kosmetyku bierze się pod uwagę również inne elementy, niż ocena składników. Ważne są również badania mikrobiologiczne i dermatologiczne oraz monitoring działań niepożądanych, ocena potencjalnych zanieczyszczeń, opakowania itd. Ocenę bezpieczeństwa kosmetyku wykonuje safety assessor – wykwalifikowany ekspert, najczęściej toksykolog, farmakolog lub chemik.

System zapewnienia bezpieczeństwa kosmetyków w UE – czy możemy się czuć bezpiecznie?

Ocena bezpieczeństwa każdego kosmetyku – opisana wyżej – to jeden z wielu elementów rygorystycznego systemu zapewnienia bezpieczeństwa kosmetyków i nadzoru nad „chemią w kosmetykach”. Wśród zalewu internetowych doniesień na temat rzekomej szkodliwości niektórych składników kosmetyków mało kto w społeczeństwie o tym wie i pamięta. Ten system to efekt kilkudziesięciu lat pracy wielu niezależnych instytucji, specjalistów i prawników.

Innym jego elementem jest ocena bezpieczeństwa składników przez instytucje eksperckie. Czasem pojawiają się jakieś wątpliwości dotyczące składników – na przykład opublikowano nowe badania, których wyniki są niejednoznaczne, albo wskazują na szkodliwe działanie. Czasem nadzór (na przykład w Polsce Państwowa Inspekcja Sanitarna) identyfikują różne zjawiska na rynku – na przykład – że rośnie liczba uczuleń na jakąś substancję. Wtedy zgłaszają to do Komisji, a Komisja zleca ocenę bezpieczeństwa specjalnemu zespołowi ekspertów – toksykologów. To SCCS, Naukowy Komitet ds. Bezpieczeństwa Konsumentów. Substancje „wątpliwe” są poddawane ocenie przez SCCS. SCCS wykonuje ocenę ryzyka – ocenia właściwości substancji oraz to, ile substancji i w jakich kosmetykach się stosuje. Często w wyniku tej oceny powstają regulacje – ograniczenia i zakazy. Ocenie bezpieczeństwa poddawane są zarówno naturalne, jak i syntetyczne substancje chemiczne, a więc cała „chemia w kosmetykach”.

Regulacje dla „chemii w kosmetykach” opracowuje z kolei specjalna Grupa Robocza i Stały Komitet ds. Produktów Kosmetycznych w Komisji Europejskiej. Biorą w nim udział Komisja i przedstawiciele wszystkich krajów członkowskich oraz przedstawiciele przemysłu. Zwykle regulacjom podlega kilkanaście substancji rocznie, a same regulacje to zmiany załączników II – VI rozporządzenia kosmetycznego 1223/2009/WE. Czasem wprowadzane są ograniczenia, czasem zakaz, a czasem ostrzeżenia na opakowaniu, że np. należy unikać kontaktu produktu gotowego z oczami. Te regulacje to wspomniane wcześniej środki zarządzania ryzykiem.

Ale to nie koniec. Ocena składników przez SCCS oraz receptury i całego produktu przez safety assessora, to oczywiście tylko część systemu zapewnienia bezpieczeństwa kosmetyków w UE. To bezpieczeństwo jest uregulowane i monitorowane na wszystkich etapach cyklu życia produktu. Produkcja, dokumentacja, działania niepożądane – są pod stałym nadzorem organów administracji.

Jeżeli na rynku zostanie zidentyfikowany produkt, który nie spełnia wymagań prawa i przez to jest niebezpieczny – zgłaszany jest do specjalnego, europejskiego systemu szybkiej wymiany informacji i produktach niebezpiecznych – Safety Gate.

W systemie zapewnienia bezpieczeństwa kosmetycznych w UE bierze udział szereg niezależnych instytucji:

Podsumowując – „chemia w kosmetykach” oczywiście jest. Naturalna i syntetyczna. Ta stosowana w legalnie sprzedawanych kosmetykach jest bezpieczna – bez względu na pochodzenie. Nie ma powodu, aby się jej obawiać. Zaufajmy doświadczonym ekspertom, którzy dbają, aby wymagania prawne dotyczące składników kosmetyków były właściwe i zgodne z aktualnym stanem wiedzy. Na straży naszego bezpieczeństwa stoi system prawny i naukowy – rezultat kilkudziesięciu lat prac wielu instytucji i ekspertów.